Trans Euro Trail

TET, jeśli ktoś nie wie o co chodzi, wystarczy zadać pytanie wujkowi google, i wszystko się wyjaśni. Krótko tłumacząc, trasa licząca 51 000km, prowadząca przez całą Europę, raczej z dala od utwardzonych szlaków. Jeśli chodzi o odcinek biegnący przez nasz kraj, 973km, czyli ok 7 dni jazdy, przez, jak napisano na stronie TET, najbardziej odległe, różnorodne i inspirujące krajobrazy.

Od początku sezonu 2019 planowałem by przejechać choć kawałek tej trasy, i jak to zwykle bywa, zawsze brakowało czasu, to trafiał się inny wyjazd, generalnie zawsze coś. Przede wszystkim, ciężko było umówić się z kimś jeszcze, gdyż jak czytałem na forach, oglądałem na filmach, bezpieczniej jest jechać w towarzystwie, trasa może być trudna, zwłaszcza jeśli mówimy o przejechaniu jej tak ciężką krówką, jaką jest moja TRK…

I co, i wyszło jak zwykle. Korzystając z iście letniej jak na październik pogody, wybrałem się w trasę sam. Ustaliłem sobie pętlę liczącą niespełna 400km, ale po samym TET zrobiłem tylko ok 60km, czyli teoretycznie nie za wiele, ale odcinek miał być wymagający, więc teoretycznie też najbardziej czasochłonny.

Wystartowałem z samego rana, temperatura 10 stopni, w prognozach maksymalnie do 21. Podobne temperatury utrzymywały się minimum od tygodnia, co wróży mi raczej kopne piachy, nie brodzenie w błocie, i prawdę mówiąc to mi pasuje. Na początek niespełna 90km czysto asfaltowych odcinków. Idealne równe asfalty, z zaskakująco dużą ilością fajnych winkli. Jakieś 6 km przed miejscowością Łuków odbijam na polną dróżkę, wpadając tym samym na oficjalny track TET.

Pierwsze kilometry nie zapowiadają najmniejszych trudności. Po prostu długie, szutrowe odcinki, kopny piach, czasem trochę błotka na odcinkach leśnych, gdzie słońce nie dochodzi i nie zdoła osuszyć drogi. Prawdę mówiąc byłem wręcz rozczarowany, bo szutry szybko mijały mieszając się z odcinkami asfaltowymi, powiedział bym nawet z większą ilością asfaltów. Pokonywanie kilometrów nie sprawiało najmniejszych problemów. Przyznać jednak muszę, obietnica inspirujących krajobrazów spełniona. Co raz obowiązkowy postój na zdjęcia.

Troszkę bardziej ambitna zabawa w terenie zaczęła się praktycznie na koniec ścieżki TET którą obrałem, a więc w okolicach Kazimierza Dolnego. Co raz więcej wzniesień, do tego malownicze wąwozy. Od dawna wiedziałem że jest tu cała masa takich fajnych tras offroadowych, którymi zawsze chciałem się przejechać. Teraz nadarzyła się ku temu okazja, więc pozwoliłem sobie nadłożyć kilka kilometrów, kręcąc się po dostępnych wąwozach.

Zabawa na ścieżce TET zabrała mi ok 2,5h, samej jazdy było oczywiście dużo mniej, odliczając wszystkie postoje, zeszło by się z 1,5h i po sprawie. Wybrałbym się w gorszych warunkach pogodowych, trasa mogła by być bardziej wymagająca, choć jeśli chodzi o mój odcinek, tak czy inaczej każdy da sobie radę, niezależnie od maszyny. Podsumowując, to taka dobra zajawka, zachęta by w miarę możliwości odkryć dalsze części trasy, choć to już pewnie w przyszłym sezonie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *